- Czemu to? - spytał Maćko.
A Powała zwrócił się do Zbyszka:
- Cóżeś ty, młodzieniaszku, najlepszego uczynił? Na publicznym gościńcu, pod bokiem królewskim porwałeś się na posła! Żali wiesz, coć za to czeka?
- Porwał się na posła, bo młody i głupi, przeto o uczynek łatwiej mu niż o zastanowienie - rzekł Maćko. - Ale nie osądzicie go surowie, gdy całą sprawę rozpowiem.
- Nie ja go będę sądził. Moja rzecz jeno więzy mu nałożyć...
- Jakże to? - ozwał się Maćko obrzucając znów ponurym wejrzeniem całą gromadę ludzi.
- Wedle królewskiego rozkazania.
Po tych słowach zapadło milczenie.
- Szlachcic jest ''= rzekł wreszcie Maćko.
- To niech zaprzysięże na rycerską cześć, że stawi się na wszelki sąd..
- Poprzysięgnę na cześć! - zawołał Zbyszko.
- To dobrze. Jakoże was zowią?
Maćko wymienił nazwisko i herb.
Jeśliście z dworu księżny Januszowej, to proście jej, by się wstawiła za wami do króla.
- Nie z dworu jesteśmy. Z Litwy od księcia Witolda jedziem. Bogdajeśmy byli nijakiego dworu nie napotkali! Z tego to spotkania przyszło na chłopa nieszczęście.