- Toś ty dla niej tu przywędrował Ów zaś odpowiedział prawie szorstko: - Myślicie, że się zaprę?
T począł patrzeć wprost w oczy Juranda, gotów na gniew gniewem wybuchnąć. Lecz na twarzy starego wojownika nie było zawziętości, był tylko smutek prawie bez granic.
- I dzieckoś mi ratował - spytał po chwili. I mnieś odgrzebł?...
A Zbyszko spojrzał na niego ze zdziwieniem i obawą, czy mu się w głowie nie miesza, gdyż Jurand powtarzał zupełnie te same pytania, które. już poprzednio był zadał.
- Siądźcie sobie - rzekł - bo widzi mi się, żeście jeszcze słabi.
Lecz Jurand podniósł ręce, położył je na ramionach Zbyszka - i nagle przygarnął go z całą siłą do piersi; ów zaś ochłonąwszy z chwilowego zdumienia chwycił go wpół i trzymali się tak długo, gdyż przykuwały ich do siebie wspólne strapienia i wspólna niedola.
Gdy zaś się puścili, Zbyszko ścisnął jeszcze za kolana starszego rycerza, a następnie począł całować go ze łzami w oczach po ręku.
- Nie będziecie mi przeciwni? - pytał.
A na to Jurand odrzekł:
- Byłem ci przeciwny, bom ją w duszy Bogu ofiarował.
- Wyście ofiarowali ją Bogu, a Bóg mnie. Wola Jego!
- Wola Jego! - powtórzył Jurand - jeno trzeba nam teraz i miłosierdzia.
- Komuż Bóg pomoże, jeśli nie ojcu, który szuka dziecka, jeśli nie mężowi, który szuka żony? Zbójom nie będzie ci pomagał.
- A przecie ją porwali - odpowiedział Jurand. - To im de Bergowa oddacie.
- Oddam wszystko, co chcÄ….