- Pochwalony Jezus Chrystus!... Jakoże wam? rzekła księżna.
Lecz on widocznie nie oprzytomniał jeszcze, gdyż patrzał na nią, jakby jej nie poznawał, i po chwili zawołał:
- Bywaj! bywaj! rozkopać zaspę!
- W imię Boże: jużeście w Ciechanowie! - ozwała się znów pani.
Jurand zaś zmarszczył czoło jak człowiek, który z trudem zbiera myśli, i odrzekł:
- W Ciechanowie?... Dziecko czeka i... księstwo... Danuśka! Danuśka!...
I nagle zamknąwszy oczy upadł znów na wezgłowie. Zbyszko i księżna zlękli się, czy nie umarł, lecz w tej samej chwili piersi jego poczęły się poruszać głębokim oddechem jak u człowieka, którego pochwycił twardy
Ojciec Wyszoniek przyłożył palec do ust i dał znak ręką, by go nie budzić, po czym szepnął:
- Może tak prześpi cały dzień.
- Tak, ale co on mówił? - zapytała księżna.
- Mówił, że dziecko czeka w Ciechanowie - odpowiedział Zbyszko.
- Bo się nie opamiętał - objaśnił ksiądz.


NR: WQVBJBM WQKYZQM WQKVVXM WQYJKQM WQGZXYM