A księżna poczęła się śmiać i uderzywszy go z lekka rękawicą po twarzy rzekła:
- Cichaj! Czegóż? Widzicie go!
I odeszła ku księciu, przed którym rękodajni wysunęli już krzesło, aby mógł na nim zasiąść. Przedtem jednak jeden z nich podał mu płaską misę, pełną cienko pokrajanego placka i opłatków, którymi książę miał się dzielić z gośćmi, dworzany i służbą. Drugą podobną trzymał dla księżny piękny wyrostek, syn kasztelana sochaczewskiego. Po przeciwnej stronie stołu stał ksiądz Wyszoniek, który miał błogosławić ustawioną na pachnącym sianie wieczerzę. A wtem we drzwiach ukazał się człowiek pokryty śniegiem i począł wołać głośno:
- Miłościwy panie!
- Czego? - rzekł książę, nierad, iż mu przerywają obrządek.
- Na radzanowskim gościńcu całkiem przysypało jakichś podróżnych. Ludzi nam trzeba więcej, by ich odgrześć.
Zlękli się usłyszawszy to wszyscy, zatrwożył się książę i zwróciwszy się do kasztelana sochaczewskiego zakrzyknął:
- Konnych z łopatami żywo! Po czym do zwiastuna nowiny:
- Wiela przysypanych?
- Nie moglim zmiarkować. Dmie okrutnie. Są konie i wozy. Znaczny poczet.
- Nie wiecie, czyj zaś?
- Ludzie mówią: dziedzica ze Spychowa.


NR: WQKGQXM WQVKZVM WQVYGBM WQYXXXM WQYPGKM