Po czym zamilkli, jakby przestraszeni śrniałością i trudnościami przedsięwzięcia. Dopiero po chwili brat Rotgier zwrócił się do Zygfryda de Lówe:
- Rozum wasz i doświadczenie - rzekł - równe są męstwu; co tedy o tym mniemacie?
- Mniemam, że sprawa warta rozwagi.
- Bo - mówił dalej Rotgier - dziewka jest przyboczną księżny - ba, więcej, gdyż prawie córką umiłowaną. Pomyślcie, pobożni bracia, jaki powstanie hałas.
A Hugo de Danveld począł się śmiać.
- Samiście mówili - rzekł - że Szomberg wytruł czy też wydusił Witoldowe szczenięta - i cóż mu za to? Hałas oni z byle przyczyny podnoszą, ale gdybyśmy posłali mistrzowi Juranda na łańcuchu, czeka nas pewniej nagroda niż kara.
- Tak - ozwał się de Lőwe - sposobność do najazdu jest. Książę wyjeżdża, Anna Danuta zostaje tu jeno z dworskimi dziewki. Jednakże najazd na dwór książęcy w czasie pokoju - nie byle sprawa. Dwór książęcy nie Spychów. To znów jak w Złotoryi! Znów pójdą skargi do wszystkich królestw i do papieża na gwałty Zakonu; znów odezwie się z groźbą przeklęty Jagiełło, a mistrz znacie go przecie: rad on uchwyci, co się da chwycić, ale wojny z Jagiełłą nie chce... Tak! krzyk się podniesie we wszystkich ziemiach Mazowsza i Polski.
- A tymczasem kości Juranda zbieleją na haku - odparł brat Hugo. - Kto wreszcie mówi wam, by ją tu z dworca, spod boku księżny porywać?
- Przecie nie z Ciechanowa, gdzie prócz szlachty jest trzystu łuczników.
- Nie. Ale zali Jurand nie może zachorzeć i przysłać ludzi po dziewkę? Nie wzbroni jej wtedy księżna jechać, a jeśli dziewka w drodze przepadnie, kto powie wam lub mnie: "Tyś ją porwał!"
- Ba! - odrzekł zniecierpliwiony de Lőwe sprawcie, by Jurand zachorzał i dziewkę wezwał...
Na to uśmiechnął się z tryumfem Hugo i odrzekł:
- Mam ci ja u siebie złotnika, który z Malborga za złodziejstwo wypędzon w Szczytnie osiadł i który każdą pieczęć wyciąć potrafi; mam i ludzi, którzy, choć nasi poddani, z mazurskiego narodu pochodzą... Zali mnie jeszcze nie rozumiecie?...
- Rozumiem! - zawołał z zapałem brat Gotfryd.
A Rotgier podniósł dłonie do góry i rzekł: