Danveld znów się namarszczył i zamyślił:
- Nie! nie! - rzekł po chwili. - Jeśli się uda, mistrz będzie w duchu rad... Pójdą posły do księcia, będą układy i ujdzie nam bezkarnie. Ale w razie klęski Zakon nie ujmie się za nami i wojny księciu nie Wypowie... Innego by na to trzeba mistrza... Za księciem stoi król polski, a z nim mistrz nie zadrze...
- Wszelako wzięliśmy ziemię dobrzyńską - to widać nie strach nam Krakowa.
- Bo były pozory... Opolczyk... Wzięliśmy niby zastaw, a i to...
Tu obejrzał się naokół i zniżonym głosem dodał:
- Słyszałem w Malborgu, iż gdyby wojną grozili, to byle nam zastaw wrócono - oddamy.
- Ach! - rzekł brat Rotgier - gdyby tu między nami był Markwart Salzbach albo Szomberg, który szczenięta Witoldowe wydusił - ci znaleźliby radę na Juranda. Cóż Witold! namiestnik Jagiełłów! Wielki kniaź, a pomimo tego Szombergowi nic... Wydusił Witoldowi dzieci - i nic mu!... Zaprawdę, brak między nami ludzi, którzy na wszystko potrafią znaleźć sposbb...
Usłyszawszy to Hugo de Danveld wsparł łokcie na stole, głowę na rękach i na długi czas zatopił się w rozmyślaniu. Nagle rozjaśniły mu się oczy, obtarł wedle zwyczaju wierzchem dłoni wilgotne, grube wargi i rzekł:
- Błogosławiona niech będzie chwila, w której wspomnieliście, pobożny bracie, imię mężnego brata Szomberga.
- Czemu tak? Zaliście coś obmyślili? - spytał Zygfryd de Lőwe.
- Mówcie żywo! - zawołali bracia Rotgier i Gotfryd.
- Słuchajcie - rzekł Hugo. - Jurand ma tu córkę, jedyne dziecko, którą jako źrenicę oka miłuje.
- Ma! znamy ją. Miłuje ją i księżna Anna Danuta.
- Tak. Otóż słuchajcie, gdybyście porwali tę dziewkę, Jurand oddałby za nią nie tylko Bergowa, ale wszystkich jeńców, siebie samego i Spychów w dodatku!
- Na krew św. Bonifacego przelaną w Dochum! zawołał brat Gotfryd - byłoby tak, jako mówicie!