- ZasiÄ™ mistrzowi i wam od Mazowsza!
- Za mistrzem stojÄ… Niemcy i cesarz rzymski.
- A za mną król polski, któremu więcej ziemi i narodów podlega.
- Czy wasza ksiażęca mość chce wojny z Zakonem?
- Gdybym chciał wojny, nie czekałbym was na Mazowszu, jeno szedł ku wam, ale i ty mi nie groź, boć się nie boję.
- Cóż mam donieść mistrzowi?
- Wasz mistrz o nic nie pytał. Mów mu, co chcesz. - Tedy sami wymierzym karę i pomstę.
Na to książę wyciągnął ramię i począł kiwać groźnie palcem przy samej twarzy Krzyżaka.
- Waruj się! - rzekł stłumionym przez gniew głosem - waruj się! Jam ci pozwolił wyzwać Juranda, ale gdybyś z wojskiem zakonnym wdarł mi się do kraju, tedy na cię uderzę - i więźniem, nie gościem, tu ośiędziesz.
I widocznie cierpliwość jego była już wyczerpana, gdyż cisnął ze wszystkich sił czapkę o stół i wyszedł z izby trzasnąwszy drzwiami. Krzyżacy pobladli ze wściekłości, a pan de Fourcy spoglądał na nich jak błędny.
- Co tedy będzie? - spytał pierwszy brat Rotgier.
A Hugo de Danveld przyskoczył niemal z pięściami do pana de Fourcy.
- Po coś powiedział, że wyście pierwsi naśli Juranda?.
- Bo prawda!
- Trzeba ci było zełgać.