Nieszczęściem lekarz książęcy, ksiądz Wyszoniek z Dziewanny, nie był na łowach, choć zwykle na nich bywał, albowiem zajęty był tym razem wypiekaniem opłatków we dworze. Skoczył po niego dowiedziawszy się o tym Czech, tymczasem jednak przynieśli Kurpie Zbyszka na opończy do książęcego dworu. Danusia chciała iść przy nim piechotą, lecz księżna sprzeciwiła się temu, albowiem droga była daleka i w parowach leśnych leżały już głębokie śniegi, chodziło zaś o pośpiech. Starosta krzyżacki, Hugo de Danveld, pomógł więc dziewczynie siąść na koń, a następnie jadąc przy niej, tuż za ludźmi, którzy nieśli Zbyszka, rzekł po polsku przyciszonym głosem, tak aby przez nią tylko mógł być słyszany:
- Mam w Szczytnie cudowny balsam gojący, który od pewnego pustelnika w Hercyńskim Lesie dostałem i który mógłbym we trzech dniach sprowadzić.
- Bóg wam wynagrodzi, panie! - odpowiedziała Danusia.
- Bóg zapisuje każdy miłosierny uczynek, ale czy mam i od was spodziewać się zapłaty?
- Jakoż mogę wam zapłacić?
Krzyżak przysunął się bliżej z koniem, widocznie chciał coś mówić, ale się zawahał i dopiero po chwili rzekł:
- W Zakonie, prócz braci, są i siostry... Jedna z nich przywiezie balsam gojący, a wtedy powiem o zapłacie.


NR: WQZVQPM WQXXXVM WQXYYKM WQJJYJM WQJBXKM