- Nie było wówczas wojny.
- A wasze zwycięstwo pod Złotoryją?
- Bóg nam właśnie i w tym pobłogosławił, że książę był bez wojska, jeno z dworem i niewiastami.
Na to de Lorche spojrzał ze zdumieniem na Krzyżaka.
- Jak to? Więc w czasie pokoju napadliście na niewiasty i na księcia, który we własnych ziemiach zamek budował?
- Dla chwały Zakonu i chrześcijaństwa nie masz bezecnych uczynków.
- A ówże straszny rycerz jeno za młodą małżonkę pomsty szuka, zabitą przez was czasu pokoju?
- Kto przeciw Krzyżakowi rękę podnosi, synem ciemności jest.
Zadumał się usłyszawszy to pan de Lorche, ale nie miał już czasu Danveldowi odpowiedzieć, gdyż wyjechali na obszerną, zaśnieżonym szuwarem pokrytą polankę, na której książę zsiadł z konia, a za nim poczęli zsiadać i inni.