Tu jednak zastanowił się przez chwilę i dodał:
- Powiadają ludzie, że te Krzyżaki nie bez przyczyny u nas i u księcia Ziemowita w Płocku siedzą. Chcieliby oni pono, żeby w razie wojny nasi książęta nie wspomagali króla polskiego, jeno ich, a jeśli się nie dadzą do tego pociągnąć, to żeby choć na boku spokojnie ostali ale tego nie będzie...
- Bóg da, że nie będzie. Jakżebyście to w domu usiedzieli? Wasi książęta przecie Królestwu Polskiemu powinni. Nie usiedzicie, myślę.
- Nie usiedzimy - odrzekł Jędrek z Kropiwnicy.
Zbyszko spojrzał znów na obcych rycerzy i na ich, pawie piora:
- To i ci po to jadą?
- Bracia zakonni może i po to. Kto ich wie?
- A ów trzeci?
- Trzeci jedzie, bo ciekawy.
- Znaczny jakiś musi być.
- Ba! wozów idzie za nim okutych trzy z godnym sprzętem, a ludzi pocztowych jest dziewięciu. Bogdajby się z takim zewrzeć! Aże ślina do gęby idzie.
- Ale nie możecie?
- Jakże! Toć mi książę kazał ich strzec. Włos im z głowy nie spadnie do Ciechanowa.
- A nużbym ich pozwał? Nużby się chcieli ze mną potykać?
- Tedy musielibyście się wpierw ze mną potykać, bo pókim żyw, nie będzie z tego nic.