Noc już zbielała. Na wschodzie nieba widać było leciuchną jasność, zieloną u góry, różową od spodu, a pod nią jakby wąską, złotą wstążeczkę, która rozszerzała się w oczach. Od zachodniej strony księżyc zdawał się cofać przed tą jasnością. Czynił się brzask coraz różowszy, jaśniejszy. Świat budził się mokry od obfitej rosy, radosny i wypoczęty.
- Bóg dał pogodę, ale upał będzie okrutny - mówili dworzanie książęcy.
- Nie szkodzi - uspokajał ich pan z Długolasu wyśpimy się w opactwie, a do Krakowa przyjedziem pod, wieczór.
- Pewnikiem znów na ucztę.
- Co dzień tam teraz uczty, a po połogu i po gonitwach nastąpią jeszcze większe.
- Obaczym, jako się pokaże rycerz Danusin.
- Ej, dębowe to jakieś chłopy!... Słyszeliście, co prawili o onej bitwie samoczwart?
- Może do naszego dworu przystaną, bo się jakoś między sobą naradzają.
A oni rzeczywiście się naradzali, gdyż starszy, Maćko, nie był zbyt rad z tego, co zaszło, idąc więc na końcu orszaku i przystając umyślnie, by swobodniej pogadać, mówił:
- Po prawdzie, nic ci po tym. Ja się tam jakoś do króla docisnę, choćby z tym oto dworem - i może coś dostaniem. Okrutnie by mnie się chciało jakowegoś zameczku alibo gródka... No, obaczym. Bogdaniec swoją drogą z zastawu wykupim, bo co ojce dzierżyli, to i nam dzierżyć. Ale skąd chłopów? Co opat osadził, to i na powrót weźmie - a ziemia bez chłopów tyle, co nic. Tedy miarkuj, co ci rzekę: ty sobie ślubuj, nie ślubuj, komu chcesz, a z panem z Melsztyna idź do księcia Wi- tolda na Tatary. Jeśli wyprawę przed połogiem królowej otrąbią, tedy na zlegnięcie ani na gonitwy rycerskie nie czekaj, jeno idź, bo tam może być korzyść.. Kniaź Witold wiesz, jako jest hojny - a ciebie już zna. Sprawisz się, to obficie nagrodzi. A nade wszystko, zdarzyli Bóg niewolnika możesz nabrać bez miary. Tatarów jak mrowia na świecie. W razie zwycięstwa przypadnie i kopa na jednego.
Tu Maćka, który był chciwy na ziemię i robociznę, począł marzyć:
- Boga mi! Przygnać tak z pięćdziesiąt chłopa i osadzić na Bogdańcu! Przetrzebiłoby się puszczy szmat. Uroślibyśmy oba. A ty wiedz, że nigdzie tylu nie nabierzesz, ilu tam można nabrać!
Lecz Zbyszko począł głową kręcić.
- O wa! koniuchów natroczę, końskim padłem żyjących, roli niezwyczajnych! Co po nich w Bogdańcu?... A przy rym ja trzy niemieckie grzebienie ślubowałem. Gdzieże je znajdę między Tatary?
- Ślubowałeś, boś głupi, ale takie to tam i śluby.