- Wróćże do dom i podziękuj pannie za łaskę, bo cię nie chcę.
Lecz Czech potrząsnął głową.
- Nie wrócę, panie. Mnie wam podarowali, a prócz tego ja zaprzysiągł do śmierci wam służyć.
- Jeśli mi cię podarowali, toś mój sługa.
- Wasz, panie.
- Więc rozkazujęć wrócić.
- Ja zaprzysiągł, a choć ja jeniec spod Bolesławca i chudy pachołek, aIe włodyczka...
A Zbyszko rozgniewał się:
- Ruszaj precz! Jakże to! Będziesz mi zaś przeciw mojej woli służył czy co? Ruszaj, bo każę kuszę napiąć. Czech zaś odtroczył spokojnie sukienną opończę podbitą wilkami, oddał ją Zbyszkowi i rzekł:
- Panna Jagienka i to wam przysłała, panie.
- Chcesz, abych ci kości połomił? - zapytał Zbyszko biorąc drzewce z rąk parobka.
- A jest i trzosik na wasze rozkazanie - odrzekł Czech.
Zbyszko zamierzył się drzewcem, lecz wspomniał, że pachołek, chociaż jeniec, jest jednakże z rodu włodyką, któren widocznie dlatego tylko został u Zycha, że nie miał się za co wykupić - więc opuścił ratyszcze.
Czech zaś pochylił mu się do strzemienia i rzekł:
- Nie gniewajcie się, panie. Nie każecie mi ze sobą jechać, to pojadę za wami o stajanie albo o dwa, ale pojadę, bom to na zbawienie duszy mojej zaprzysiągł.