- Jak mi Bóg miły, tak nie wiem, czy więcej jego miłuję, czy ciebie, ale on i tak poczet wziął zacny i pieniędzy też mu dałem, choć nie chciał... No, Mazury przecie nie za morzem...
Dalszą rozmowę przerwało im ujadanie psów, okrzyki i odgłosy trąb mosiężnych przed domem. Usłyszawszy to Jagienka rzekła:
- Tatuś i opat wrócili z łowów. Pójdźmy na przyłap, bo lepiej, żeby was opat pierwej z daleka uwidział, nie zaś znienacka w izbie.
To rzekłszy wyprowadziła Maćka na przyłap, z którego ujrzeli w podwórzu na śniegu kupę ludzi, koni, psów, a zarazem pabodzone oszczepami lub postrzelone z kuszy łosie i wilki. Opat ujrzawszy Maćka, zanim jeszcze zsiadł z konia, cisnął w jego stronę oszczepem, nie dlatego wprawdzie, aby go ugodzić, ale by w ten sposób tym dowodniej swą zawziętość przeciw bogdanieckim ludziom okazać. Lecz Maćko skłonił mu się z dala czapką, jak gdyby nic nie zauważył, Jagienka zaś nie zauważyła tego istotnie, gdyż przede wszystkim zdumiała ją obecność dwóch jej zalotników w orszaku.
- Są Cztan i Wilk! - zawołała - musieli się w boru z tatusiem zdybać.
A Maćka aż zakłuło coś w dawnej ranie na ich widok. W lot przez głowę przebiegła mu myśl, że jeden z nich może dostać Jagienkę, a z nią Moczydoły, opatowe ziemie, bory i pieniądze... I żal wespół ze złością chwyciły go za serce, zwłaszcza że po chwili ujrzał rzecz nową. Oto Wilk z Brzozowej, choć z jego ojcem chciał się niedawno opat potykać, skoczył teraz do jego strzemienia, aby mu pomóc zsiąść z konia, on zaś zsiadając oparł się przyjaźnie na ramieniu młodego szlachcica.
"Pogodzi się opat ze starym Wilkiem takowym sposobem - pomyślał Maćko - że za dziewczyną odda bory i ziemie."
Lecz przerwał mu owe przykre myśli głos Jagienki, która w tej samej chwili rzekła:
- Wygoili się już po Zbyszkowym biciu, ale choćby tu co dnia przyjeżdżali - niedoczekanie ich!
Maćko spojrzał - twarz dziewczyny była rumiana zarówno z gniewu, jak i z zimna, a modre jej oczy iskrzyły się gniewem, pomimo iż wiadomo jej było dobrze, że Wilk i Cztan za nią właśnie ujęli się w gospodzie i przez nią zostali pobici.
Więc Maćko rzekł:
- Ba, uczynisz, co opat każe.
A ona na to z miejsca:
- Opat uczyni, co ja zechcÄ™.
"Miły Boże! - pomyślał Maćko - i ten głupi Zbyszko takiej dziewki odbieżał!"