- Dałby Bóg, aby się to stało! - odrzekł Maćko.
Miły Jezu! piechtą bym poszedł do grobu Królowej w Krakowie i na Łysą Górę, aby się drzewu Krzyża Świętego pokłonić.
Uradował się opat szczerością, z jaką mówił Maćko, uśmiechnął się i rzekł:
- Dziewka ma prawo przebierać, bo i gładka, i wiano godne, i ród zacny! Co ta dla niej Cztan albo Wilk, kiedy i wojewodziński syn nie byłby nadto. Ale niechbym tak ja, nie przymierzając, kogo zaswatał to by za niego poszła, bo mnie miłuje i wie, że jej źle nie poradzę...
- Dobrze temu będzie, kogo zaswatacie - rzekł Maćko.
Lecz opat zwrócił się do Zbyszka:
- A ty co?
- Ano, ja tako myślę, jako i stryjko...
Zacne oblicze opata rozjaśniło się jeszcze bardziej; uderzył Zbyszka dłonią w łopatkę, aż się rozległo w alkierzu, i zapytał:
- Czemuś to przy kościele ni Cztana, ni Wilka do Jagienki nie dopuścił... co?...
- By zaś nie myśleli, że się ich boję, i byście nie myśleli i wy.
- Ale i święconą wodę jej podałeś.
- A podałem.
Opat uderzył go po raz drugi:
- To... to ją bierz!

NR: WQZBQZM WQXGKQM WQXKVYM WQJPGKM WQJQKVM