Na to zaperzył się opat i uderzywszy pięścią w stół zawołał:
- Gdym we zbroi, to ja nie ksiądz, jeno ślachcic!... A on nie stanął, bo mnie wolał z pachołkami nocą w Tulczy najechać. Ot, dlaczego kord przy boku noszę!... Omnes leges omniaque iura vim vi repellere crunctisque sese defensare permittunt! Ot, dlaczego i im dałem miecze.
Umilkli zasłyszawszy łacinę Zych, Maćko i Zbyszko i schylili głowy przed mądrością opata, gdyż żaden ni jednego słowa nie wyrozumiał; on zaś toczył leszcze czas jakiś wokoło gniewnymi oczyma, a wreszcie rzekł:
- Kto go wie, czy on i tu na mnie nie napadnie?
- O wa! niech jeno napadnie - zawołali wędrowni klerycy chwytając za rękojeść mieczów.
- A niechby napadł! Cni się już i mnie bez bitki.
- Nie uczyni on tego - rzekł Zych - prędzej z pokłonem i zgodą przyjdzie. Borów się już wyrzekł, a o syna mu chodzi... Wiecie!... Ale niedoczekanie jego!...
Tymczasem opat uspokoił się i rzekl:
- Młodego Wilka widziałem, jako pił z Cztanem z Rogowa w gospodzie w Krześni. Nie uznali nas zrazu, było ciemno - i precz uradzali o Jagience.
Tu zwrócił się do Zbyszka:
- I o tobie.
- A oni czego ode mnie chcieli?
- Oni od ciebie niczego nie chcieli, jeno nie po myśli im to, iż jest w pobliżu Zgorzelic trzeci. Tak tedy mówi Cztan do Wlilka: "Jak mu skórę wygarbuję, to przestanie być gładki." A Cztan mówi: "Może się nas będzie bojał, a nie, to mu gnaty w mig połamię!" A potem poczęli się obaj upewniać, że się będziesz bojał.
Usłyszawszy to Maćko spojrzał na Zycha, Zych na niego, i oblicza obu przybrały wyraz chytry i radosny. Żaden nie był pewny, czy opat słyszał istotnie taką rozmowę, czy też zmyśla dlatego jedynie, by Zbyszkowi dodać bodźca; natomiast rozumieli obaj, a zwłaszcza znając dobrze Zbyszka Maćko, że nie było na świecie lepszego sposobu, aby go popchnąć do Jagienki.
A opat jakby umyślnie dodał:

NR: WJXVPXM WJZYVVM WJZPQGM WJKKQYM WJVXVBM