- No, to Bóg ci zapłać za bobra. - Z Bogiem...
I po chwili Jagienka została sama. Jadąc przez wrzosy ku domowi czas jakiś oglądała się za Zbyszkiem, a gdy znikł wreszcie za drzewami, zakryła oczy dłonią jakby chroniąc się od blasku słońca.
Wkrótce jednak spod ręki poczęły jej spływać po policzkach łzy wielkie i padać jedna za drugą jak groch na siodło i grzywę końską.