Nagle jednak uderzyła się dłonią po biodrze.
- Ot! - zawołała - zabaczyłam grotów na wierzbie. Czekaj !
I nim zdążył odpowiedzieć, że sam po nie pójdzie, skoczyła jak sarna z powrotem, a po chwili znikła mu z oczu. Zbyszko czekał i czekał, aż wreszcie począł się dziwić, dlaczego jej tak długo nie ma.
- Chyba pogubiła groty i szuka ich - rzekł sobie ale pójdę, obaczę, czy jej się co nie stało...
Zaledwie jednak przeszedł parę kroków, gdy dziewczyna zjawiła się przed nim z kuszą w ręku, ze śmiejącą się rumianą twarzą i z bobrem na plecach.
- Dla Boga! - zawołał Zbyszko - a ty jakeś go wyłowiła?
- Jak? wlazłam do wody i tyla! mnie nie pierwszyzna, a ciebie nie chciałam puścić, bo kto tam nie wie, jak pływać, zaraz go muł wciągnie.
- A jam ci tu czekał jak kto głupi! Chytra z ciebie dziewka.
- No to i co? Miałam się przy tobie rozdziewać czy jak?
- Toś i grotów nie zapomniała?
- A nie, jeno chciałam cię odwieść od brzegu.
- Ba, a żebym tak za tobą poszedł, to bym dopiero dziwo zobaczył. Byłoby się nad czym cudować! Hej!...
- Cichaj !
- Jak mi Bóg miły, takem już szedł.
- Cichaj!...