- To, jak wiecie, jest rycerski obyczaj... Który by z młodych swojej paniej nie miał, tego inni za prostaka uważają... Ślubował on pawie czuby i te musi ze łbów pozdzierać, gdyż poprzysiągł na rycerską cześć; Lichtensteina też musi dostać, ale od innych ślubów może go opat uwolnić.
- Opat zjedzie lada dzień...
- Myślicie? - spytał Maćko, po czym ozwał się znów: - Wreszcie, co tam takie ślubowanie, kiedy Jurand wręcz mu powiedział, że dziewki nie da! Czy ją innemu obiecał, czy na służbę Bożą ochfiarował, tego ja nie wiem - ale wręcz powiedział, że nie da...
- Mówiłżem wam - zapytał Zych - że opat tak Jagienkę miłuje, jakby była jego? Ostatni raz to jej rzekł tak: "Krewnych mam jeno po kądzieli, ale z tej kądzieli więcej będzie nici dla ciebie niż dla nich."
Na to Maćko spojrzał niespokojnie, a nawet podejrzliwie na Zycha i dopiero po chwili odpowiedział:
- Naszej krzywdy przeciebyście nie chcieli...
- Za Jagienką pójdą Moczydoły - rzekł wymijająco Zych.
- Zaraz?
- Zaraz. Innej bym nie popuścił, a jej popuszczę.
- Bogdaniec i tak w połowie Zbyszków, a da Bóg zdrowie, to mu go zagospodaruję jako się patrzy. Miłujecież wy Zbyszka?
Na to Zych począł mrugać oczyma i rzekł:
- Gorzej to, że jakoś Jagienka, byle kto o nim wspomniał, zaraz się do ściany obraca.
- A jak wspominacie innych?
- Jak innego wspomnę, to jeno prychnie i powiada: "czegóż?!"
- Ano widzicie. Da Bóg, że przy takiej dziewce zapomni Zbyszko o tamtej. Ja stary, a też bym zapomniał... Napijecie się miodu?