- Poszedł od nas łońskiego roku - rzekła - myśliwiec Bezduch i niedźwiedź go rozdarł. Zawsze to jest nieprzezpieczna rzecz, bo on, jak samego człowieka w nocy uwidzi, a tym bardziej przy barciach, to zaraz na zadnie łapy staje.
- Żeby uciekał, to by się go nie dostało - odrzekł Zbyszko.
Tymczasem Zych, który się był zdrzemnął, zbudził się nagle i począł śpiewać:
A ty, Kuba, od roboty,
A ja, Maciek, od ochoty!
Idźże rano z sochą w pole
A ja z Kasią w żytko wolę.
Hoc! hoc!
Po czym do Zbyszka:
- Wiesz? jest ich dwóch: Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa... a ty...
Lecz Jagienka bojąc się, żeby Zych nie powiedział czegoś nadto, zbliżyła się szybko do Zbyszka i jęła wypytywać:.
- I kiedy pójdziesz? jutro? - Jutro, po zachodzie słońca.
- A do których barci?
- Do naszych, do bogdańskich, niedaleko od waszych kopców, wedle Radzikowego błota. Powiadali mi, że tam o misia łatwo.